szczęścieJako dzieci żyliśmy w iluzji szczęścia i piękna świata. Zapewne nie doświadczyliśmy takiego szoku jak Budda, gdy opuścił mury pałacu, jednak sądzę, że w życiu każdego z nas pojawia się przełomowy moment. W tej jednej chwili czujemy, jak opada kurtyna iluzji, która wcześniej skrywała smutną prawdę – szczęście, w szczególności to długotrwałe, jest niezwykle trudne do osiągnięcia. To zadanie, z którym możemy bezskutecznie zmagać się przez całe życie. Czy nie ma więc jakiegoś niezawodnego sposobu na tę upragnioną wartość?

W książce Richarda Bandlera pt. „Alchemia manipulacji” autor ukazuje, że to, co ekscytuje nas najbardziej, zazwyczaj związane jest z ryzykiem. Możemy włożyć w daną czynność energię i zaangażowanie, jednak oczekujemy, iż w dany sposób akcja się „zwróci”. Czy nie wiąże się to z ryzykiem? Jest to ściśle połączone z zasadą nieregularnych wzmocnień, o której także wypowiada się autor „Alchemii manipulacji”. Ludzie uzależniają się od hazardu, ponieważ wygrane nie zdarzają się często. Czy życie nie jest w takim razie rosyjską ruletką? Pragniemy miłości, pieniędzy, przyjaźni, pasji… lecz, tak naprawdę, możemy przegrać każdą wartość, zanim zakosztujemy jej smaku. Im mniejsze ryzyko, tym większe prawdopodobieństwo wygranej, ale i ta jest wprost proporcjonalna do ryzyka.

Kolejnym tytułem – argumentem, dającym nam pogląd na temat szczęścia jest „Droga nie wybrana” Roberta Frosta. Podmiot liryczny długo zastanawia się nad tym, jaki kierunek drogi podjąć. Wydawałoby się, że w razie problemu osoba mówiąca w wierszu może się cofnąć, aby obrać inny kierunek. Jednak z czasem ilość wyborów staje się coraz większa. Wiadomym jest, iż punktu wyjścia nie zobaczymy nigdy więcej. Podejmując decyzję, idziemy nową drogą, która za jakiś czas znowu się rozwidli. Nigdy nie możemy być pewni, czy za zakrętem spotkamy spokojną polanę, skrytą między drzewami, czy błotniste moczary. Każdy z kierunków może okazać się dobry, jednak dać inne typy szczęścia. Najdalej zachodzą Ci, którzy są pewni własnych decyzji i uparcie przesuwają się do przodu. Problem tych osób wskazałam w poprzednim argumencie – wraz ze wzrostem puli, ryzyko jest coraz większe. Prawdą jest, że najstraszliwszego bólu, może zaznać tylko ten, kto zakosztował szczęścia.

Euforia jest zmienna i ciągle igra z naszym losem. To, co na początku wydaje się być dobrym pomysłem, może okazać się klęską. Uważam, że świetnym przykładem na rozwinięcie tego wątku jest „Lolita” Vladimira Nabokova. Kontrowersyjna książka ukazuje historię trzydziestosiedmioletniego Humberta zauroczonego i owładniętego obsesją na punkcie przybranej córki – dwunastoletniej Lolity. Dzieło jest bardzo skomplikowane, jednak w miarę pojmowania całości pozwala na odkrycie wielu intrygujących aspektów. W powieści Dolores została ukazana jako dziecko, jednak na pewien sposób useksualizowane i nieco perwersyjne. Moim zdaniem był to celowy zabieg autora, który miał pokazać istotę psychiki dziewczynki. Dwunastolatka wychowana przez samotną matkę stale poszukiwała atencji, potrzebowała bliskości, której nie zapewniła jej zapracowana rodzicielka oraz brak ojca. Chciała stać się dorosłą kobietą i czerpała ze wzorców zachowań pani domu. Myślała, że „dorosła miłość” czterdziestolatka zapewni jej szczęście. Zamiast tego została wielokrotnie wykorzystana seksualnie przez kompulsywnego mężczyznę. Była pod stałą kontrolą, prowadząc z ojczymem pewnego rodzaju grę. Po ucieczce od Humberta, dziewczynka próbowała zacząć życie od nowa, jednak tragiczna przeszłość sprawiła, iż nie była w stanie ponownie sięgnąć po szczęście. Zamiast tego wróciła na podobną pozycję, podporządkowując się innemu mężczyźnie i ginąc podczas porodu w wieku siedemnastu lat. Czy właśnie taki koniec wyobrażała sobie wybierając drogę? Fakt, iż uciekła od ojczyma, sprawia, że widzimy ją jako osobę inteligentną. Sądzę jednak, że była zbyt zagubiona, by odnaleźć lepszą, a może nawet i właściwą drogę.

Szczęście to niezwykle skomplikowana wartość. Można osiągnąć je ciężką pracą i dobrymi wyborami, bądź losem – nie zna ono sprawiedliwości. Każdy z nas ma inną wizję szczęścia, do której dąży. Jesteśmy niczym nałogowi hazardziści, którzy chcą wygrać za wszelką cenę. Możemy wyjść z kasyna, kiedy chcemy, jednak z założenia i tak tam powracamy, nawet po odwyku i obstawiając mniejsze stawki. Wraz z wielkością puli stajemy się bardziej niepewni, potrzebujemy poczucia bezpieczeństwa, oszczędności ukrytych pod poduszką. Największą wygraną zgarnie ten, kto nie boi się postawić wszystko na jedną kartę, jednak w czasie kilku sekund jego pozycja może się diametralnie zmienić. Trzeba wiedzieć, kiedy należy zwolnić. Czy gdyby szczęście trafiało się często, byłoby tak wyjątkowe? Nadal łudzimy się, że odnajdziemy receptę, a prawda jest taka, że lepiej jest poznać własny organizm, zapoznać się ze składami „leków” i zostać jedynym w swoim rodzaju lekarzem własnego szczęścia. Może i nie będziemy najlepsi w tym fachu, ale czy znajdzie się ktoś, kto zadba o nasze cele za nas?

-Zuzanna Michałowska I „d”-