bestsellerMiliony sprzedanych kopii, wydanie w 42 krajach i utrzymywanie się na liście najlepiej sprzedających się książek według „New York Timesa” przez 61 tygodni - Paul Kalanithi, dzięki swojej wzruszającej opowieści o przemijaniu, opisanej w książce pod tytułem „Jeszcze jeden oddech”, w pełni zasługuje na miano autora bestsellerowego - pytanie tylko, czy przypisywanie mu takiej etykiety jest w pełni uzasadnione?

 

 

 

 

Dziesiąta pozycja na końcowych listach sprzedaży książek roku 2016 w Stanach Zjednoczonych może nie robić zbyt dużego wrażenia. Trzeba pamiętać jednak, że hegemonię w ilości sprzedanych egzemplarzy książek utrzymują dzieła z gatunku fikcji literackiej. Aż 77 na 100 książek w tym zestawieniu zajęły pozycję o tematyce fikcyjnej. W roku wydania „Jeszcze jednego oddechu” jedynie dwóm książkom reprezentującym literaturę faktu udało się wskoczyć do pierwszej dziesiątki tego zestawienia - na czwartym miejscu uplasowała się „Killing the Rising Sun” - historyczna książka o bliskim Amerykanom temacie, traktująca mianowicie o wojnie na Pacyfiku i poświęcona w głównej mierze bombardowaniom Hiroszimy i Nagasaki. Sukces swój dzieło to zawdzięcza raczej nie poziomowi rzemiosła twórców, ani większej wartości artystycznej (co wytykają recenzenci, średnio książką zachwyceni), ale w większym stopniu wybraniu kontrowersyjnego okresu historycznego, szeroko dyskutowanego i bliskiego całemu społeczeństwu amerykańskiemu. Śmiało można stwierdzić, że „Killing the Rising Sun” skazane było na sprzedażowy sukces. Świetnie kontrastuje to z utworem Kalanithiego - książką z osobistą, kameralną, przejmującą historią, pozbawioną nadmiernej podniosłości.

Czym właściwie jest „bestseller”? Idąc za definicją, jest to: „wydawnictwo, które dzięki tematowi, sposobowi ujęcia, szczególnej aktualności lub innym czynnikom uzyskuje w pewnym okresie największą popularność i najwyższe nakłady, niejednokrotnie niezależnie od swej wartości artystycznej”. Kluczową częścią w twierdzeniu tym jest jego ostatnia część, mówiąca o - nie zawsze idącym w parze z sukcesem sprzedażowym - sukcesie artystycznym. Rozpowszechnienie się kultury masowej, rozpoczęte przemianami w podchodzeniu do sztuki w latach 20. i 30. XX wieku, głównie w USA, a objawiające się w ogólnym zwiększaniu jej dostępności i przystępności, przyniosło ogromne zmiany na rynku wydawniczym. Od tego czasu zamiast samego kunsztu autorów liczy się jeszcze dobry marketing, poruszanie aktualnych lub często kontrowersyjnych tematów i, co niestety często się zdarza, chęć maksymalizacji zysku, a więc zepchnięcie warsztatu twórcy na drugi plan. Paul Kalanithi swoim podejściem do tworzenia w żaden sposób nie wpisuje się w ten trend.

Neurochirurgowi-pisarzowi nie można zarzucić żadnego grzechu tworzenia z nastawieniem na zysk. Autor wie, że jego choroba postępuje nader gwałtownie, a jego dni są policzone. Pieniądze w tak tragicznej sytuacji nie mają prawa być żadną pociechą ani celem życiowym. Paul Kalanithi pisze z wewnętrznej potrzeby, gdyż tempo jego pracy i brak wolnego czasu skutecznie mu to kiedyś uniemożliwiały. Przede wszystkim jednak robi to dla pozostawienia po sobie dziedzictwa, głównie dla swojej córki, której nie będzie mógł wychowywać, posłać na studia, ani poznać jej wybranka serca. Sprawia to, że nawet nie sama treść, a proces tworzenia książki, to co tak na pierwszy rzut oka niewidoczne, jest niezwykle przejmujące i łapiące odbiorcę za serce.

„Jeszcze jeden oddech” to dzieło, z literackiego punktu widzenia, bardzo dobre. Jednocześnie Kalanithi pisze językiem na tyle przystępnym, by zainteresować swoją książką szersze masy ludzi. Unika taniej sensacji, nie próbuje na siłę wstrzelić się w aktualnie, palące problemy. Opowiada historię życia człowieka, który w beznadziejnej sytuacji poszukuje sensu cierpienia, przemijania. Życia i śmierci. Swój tragiczny los wykorzystuje, aby przekazać uniwersalne prawdy czytelnikom, którym temat śmierci bardzo często wydaje się odległy.

Czy „Jeszcze jeden oddech” jest książką, której przypisać można etykietę „bestsellera”? Ze strony sprzedażowej - jak najbardziej. Liczby przecież nie kłamią, a refleksje Kalanithiego zdobyły uznanie milionów czytelników. Pamiętać trzeba jednak, że to książka dobra również z perspektywy artystycznej. Niestety we współczesnym świecie, nastawionym na łatwość odbioru i popularności dzieła, utwory wybitne często przepadają w zalewie tych średnich i miernych, które często bezpodstawnie zyskują miano hitów. Kalanithi wyrywa się z tego schematu, tworząc przede wszystkim literaturę kompletną, przy okazji natomiast, odnosząc sukces zarobkowy. To wzruszająca lektura pozbawiona jakichkolwiek zakłóceń spowodowanych współczesnym konsumpcjonizmem i presją rynku - osobista, prosta w przekazie i po prostu w pełni szczera.