szybaPatrzę tylko, jak odjeżdża. Zostawia mnie samą na ulicy. Łzy rozmazują mi obraz. Widzę jedynie znikające, czerwone światła jakby słońce zachodziło za horyzont. Nie wiem, czy wróci. Dlaczego to powiedziałam? Dlaczego płakałam? Zaczyna brakować mi powietrza, nie wiem czy duszą mnie łzy, czy to serce. Złamało się? Czy tkanka może się złamać? Mam w głowie za dużo myśli. Zalewa mnie fala problemów i samych nieszczęść. To nazywam „cierpieniem”. Moment, w którym zdaję sobie sprawę, że jest gorzej, niż uważałam. Że nie daję sobie rady.

 

          Myślę o krzyczących w oddali ludziach. Słyszę brzęk butelek. Czy potrafią być tacy radośni bez alkoholu? Czy są tacy zabawni, przebojowi i błyskotliwi, jak wydaje im się, że są, kiedy widzą podwójnie swoich słuchaczy? Myślę o tym, czy budząc się następnego dnia, jest im lepiej. Może nie chcę widzieć? Kręci mi się w głowie. Siadam na murku, którego wcześniej nie zauważyłam. Powoli odzyskuję obraz. Wyraźny i ostry, jakbym znajdowała się na czystej i sterylnej sali operacyjnej. Dzwoni mi w uszach. Łapię oddech, który ucieka mi jak wszystko inne. Nie pamiętam, kiedy ostatnio dłużył mi się czas. Nie wiem, czy kiedykolwiek to robił. Znowu krzyk, hałas roztrzaskiwanego o chodnik szkła. Dlaczego ludzie to robią? Wciąż i wciąż od nowa? Plutarch mówił: ,,Puste beczki i głupcy robią dużo hałasu’’. Ludzie czasami przypominają beczki. Tak, jakby opróżniając je, zjadali od razu krągłe naczynie, które utkwiło im w brzuchu. O czym ja myślę? Wkładam dłonie we włosy. Szarpiąc je potrafię się ocucić. Nie wiem, co robią łysi, kiedy chcą się opanować? Może klepią się w świecące czoło? Zaskakujące jest to, jak wiele myśli przychodzi do głowy w najbardziej niespodziewanych lub nieodpowiednich momentach. Myślę o tym, co się stało. Powiedziałam: ,,Nie chcę Cię już widzieć. Zostaw mnie’’. Chciałam. Zawsze chcę, ale wiem, że nie mogę. Byłam zimna, choć wrę z nerwów i rozpaczy. To zaskakujące, że uniosłam się honorem. Myślałam, że są do tego zdolne jedynie starsze panie, które mimo wolnych w autobusie miejsc czekają aż ktoś zwolni to zajęte. Stereotyp. Nie szanuję stereotypów. Są dla mnie zbyt wyreżyserowane. Gej musi być uśmiechnięty, żyd skąpy, a islamista jest nikim innym jak terrorystą. Kto to w ogóle wymyślił? Dlaczego ludzie traktują tak siebie nawzajem? Dlaczego kipi od nich tak wielka nienawiść, kiedy wszyscy jesteśmy tacy sami? Dlaczego ja emanuję taką złością, myśląc o równości i pokoju na świecie? Pokój. Chciałabym go zasiać między moimi myślami. One tak bardzo się gryzą i wykluczają. Kocham ludzi, a równocześnie ich krzywdzę. Cierpię, a równocześnie myślę o tym, w jaki sposób cierpią ludzie kompletnie mi nieznani. Do życia przywraca mnie dźwięk petard. Ogłuszający. Wstaję i biegnę w stronę domu, a krzyki są coraz bliższe. Strach. Odwracam się, żeby odnaleźć źródło irytujących wrzasków i przekleństw. Potykam się o cegły, które nie utrzymały się w murze. Które wypadły z gry. Uderzam głową w jedną z nich. Czuję, jak po czole spływa mi gęsta i ciepła krew. Słyszę wszystko i nic. Myślę o niczym. Wstaję. Nie przestaję biec ani na chwilę. Dopiero po paru minutach uświadamiam sobie, że palą mnie mięśnie. Żywym ogniem. Płaczę ponownie. Chciałam uciec od czegoś czy do czegoś? Kogo się bałam? Najczęściej boję się samej siebie. Cierpienie przechodzi w ból. Fizyczny, najzwyklejszy ból. Mój płacz mógłby się zamienić w wycie, gdybym miała na nie siłę. Kręci mi się w głowie i nie wiem, co zrobić. Dzwoni mój telefon, który jest widmem najgorszego koszmaru. Nie mam zamiaru go odbierać. Podnoszę się i chcę wracać w miejsce, z którego uciekłam. Moja tkanka wciąż bije. Krew ciągle płynie. Nawet na czole. Tęsknię za widokiem tych oczu. Rzadko jestem tak szczęśliwa, jak wtedy, kiedy na mnie patrzą. Kiedy się do mnie uśmiechają. Czuję jakby było w nich całe życie. Nasze życie, którego nigdy nie dostaniemy. Nie razem. Wiosna. Najpiękniejsza pora roku. Jakby symbol nowego początku. To zaskakujące, że wszystko ma swój początek. Życie jest przecież splotem różnych zawirowań. A jednak, nie wierzę w przypadki. Wszystko dzieję się po coś. Tylko po co ja uciekałam? Nogi wloką się, jakby za mną. Myślę, kiedy ponownie zobaczę ten uśmiech. Ten, który zdradza najskrytsze uczucia. Taki słodki… Wracam dokładnie, krok po kroku do miejsca, w którym zostawiłam trochę swojej krwi. Ślady zbrodni. Mijająca mnie staruszka żegna się jak na widok upiora. Uśmiecham się głupio i zaczynam ratować resztki swojej godności chusteczkami higienicznymi. Chyba cegła musiała uszkodzić mózg, bo nagle widzę przed sobą wyraźnie, na wyciągnięcie ręki te błękitne, kochane oczy. Tonę w tych oczach… Po chwili słyszę głos, który sprawia, że mam ciarki i łzy szczęścia cisną mi się do oczu: ,,Nie wygłupiaj się. Nigdy Cię nie zostawię’’.