OLiJPIstnieje głęboko zakorzenione przekonanie, że jakakolwiek olimpiada wymaga wręcz nadprzyrodzonych zdolności hartowanych przez długie godziny ciężkiej i żmudnej pracy. Zasadniczo jest to może prawda, ale prawda na pewno niepozbawiona drobnych wyjątków. Takim wyjątkiem może być, przynajmniej w moim przekonaniu, Olimpiada Literatury i Języka Polskiego. Teza raczej niebezpieczna – mówić, że coś dające niemałe korzyści można osiągnąć dość łatwo, jednak postaram się udowodnić to całkiem wiarygodnie, opierając się na własnych przeżyciach i doświadczeniach. Choć oczywiście, „łatwo” bynajmniej nie oznacza „bezwarunkowo”.

Olimpiada ma stosunkowo skomplikowaną strukturę i dużą ilość etapów – od pracy na poziomie licencjatu zaczynając, przez test językowy, wypracowanie i egzamin ustny, aż na wyczekiwanym finale kończąc. Na wszystkie z nich jest jednak pewna uniwersalna recepta – zwykłe oczytanie. Dajmy przejść w spokoju przelotnej wizji opasłych zakurzonych tomisk i encyklopedii, którą proponuję natychmiast odrzucić. Po prostu trzeba lubić i umieć czytać. Jeśli stwierdzenie to wydaje się nieco mgliste, można je rozwinąć jako „chęć do czytania z założeniem zrozumienia”, przez co rozumiem coś przeciwnego do przymusu przeczytania danej lektury, z której nie ma się zamiaru nic wyciągnąć. Można wierzyć lub nie, ale to, poparte oczywiście pewnym warsztatem, przynajmniej wystarcza, by móc sobie odpuścić maturę z języka polskiego.

Jeśli chodzi o preferencje czytelnicze, to nie muszą być one specjalnie szerokie – czasem nawet lepiej jest siedzieć w dość wąskim dziale, który przychodzi nam najłatwiej. Pierwszy etap olimpiady oferuje szeroki zakres tematów, z których z pewnością znajdzie się jakiś bliski zainteresowaniom każdego. W moim przypadku – to jest przypadku człowieka kompletnie odpornego (niekiedy w sposób graniczący z ignorancją) na uroki poezji - była to powieść, której ewolucji i zagadnieniom z teorii literatury poświęciłem pracę przygotowawczą z etapu szkolnego. Była to okazja do zdobycia pewnej wiedzy technicznej w obszarze gatunkowym, w którym mogłem się swobodnie poruszać.

Następne etapy również gwarantują szerokie spektrum zagadnień do wyboru. Na części pisemnej samych tematów na rozprawkę jest do wyboru pięć, a do tego cztery propozycje interpretacji wierszy. Spośród tego z pewnością znajdzie się coś zahaczającego o obszar zainteresowań każdego ucznia. Egzamin ustny z kolei opiera się głównie na obronie pracy z pierwszego etapu oraz na zagadnieniach jej pokrewnych. Tam właściwie wszystko składa się na pogłębienie wiedzy, której i tak po napisaniu pierwszej pracy ma się niemało. Problem stanowić może fakt, że odpowiadając przed profesorskim gronem – często dość krytycznym – można łatwo „zgubić głowę”. Jest to mimo wszystko cenne doświadczenie; w końcu to prawdopodobnie pierwszy egzamin ustny w życiu każdego uczestnika, więc można to potraktować jako przygotowanie przed studiami.

Co ciekawe, na żadnej innej olimpiadzie nie znajdzie się tak wielu ludzi z tak różnorodnymi aspiracjami i zainteresowaniami. Na grupę z Rzeszowa, jadąca na etap centralny, składało się tyle samo osób z profilu humanistycznego co z matematyczno-fizycznego - w kontekście uczestnictwa w olimpiadzie polonistycznej może to wydać się niektórym zabawne. Ten fakt  jednak stanowi dobry argument na potwierdzenie mojej teorii – w końcu, jak się okazuje, pasja do czytania dotyczy ludzi niezależnie od wybranych rozszerzeń. Ważne też mogą być pasje poboczne takie,  jak: filozofia, kultura innych krajów, psychologia czy historia, które często korespondują z tematami części pisemnych, a przytoczenie wypowiedzi czy to Freuda, czy to Kanta sprawia, że praca znacznie zyskuje na atrakcyjności.

Konkludując, jeśli czujesz, że masz do zaoferowania coś więcej i uważasz się za człowieka bogatego wewnętrznie i wszechstronnego, Olimpiada Literatury i Języka Polskiego stanowi idealną okazję, by się w tym przekonaniu utwierdzić, a przy tym czerpać z tego niezłe korzyści takie, jak spotkanie z niezwykłymi ludźmi oraz elitą humanistyczną tego kraju. Najważniejsze jest to, żeby pracę umieć przedstawić sobie jako coś ciekawego i zajmującego, bo wtedy nagle przestaje być wysiłkiem, a staje się przyjemnością.