7847341.3
1940 rok. Trwa bitwa o Anglię. W czasie lotniczej batalii swoimi zasługami w szeregach brytyjskiego Royal Air Force wysławia się złożony z polskich lotników Dywizjon 303. Dwa lata później wydana zostaje napisana piórem Arkadego Fiedlera powieść z nazwą tej właśnie jednostki w tytule. I ten właśnie utwór doczekał się dwóch filmowych adaptacji, wydanych w tym samym okresie: angielskiej „303. Bitwa o Anglię” w reżyserii Davida Blaira oraz polskiej „Dywizjon 303. Historia prawdziwa” w reżyserii Denisa Delicia.

W takiej sytuacji aż prosi się o napisanie recenzji porównującej oba filmy i rozstrzygnięcie, który to z nich jest lepszą adaptacją powieści krzepiącej ducha naszych przodków w okupowanej Polsce. Ja jednak tego nie zrobię, gdyż miałem wątpliwą przyjemność zobaczyć jedynie tę „naszą” wersję. Ale dlaczego wątpliwą? No to po kolei.

Film nie zawiera zbyt wielu wątków historycznych. Prawda, opowiada on o bitwie o Anglię, ale brak jakichkolwiek nawiązań do wydarzeń historycznych w innych zakątkach Europy. Film można bardziej odebrać jako bajeczkę dla tych ciut młodszych widzów o polskich, bohaterskich lotnikach. Język pilotów jest bajecznie nieskazitelny, zero scen śmierci, krwi czy jakiegokolwiek okrucieństwa wojennego. Kliniczna czystość.

Cała akcja filmu opiera się o jeden schemat. Najpierw widzimy pilotów przygotowujących się do bitwy, następnie samą bitwę, a na zakończenie dnia oczywiście scenę w barze, gdzie nasza Polonia coraz huczniej imprezuje z każdym wieczorem. Czasami może zobaczymy przerywnik w postaci rozmów dowództwa brytyjskiego albo wciśniętego zupełnie na siłę wątku miłosnego pomiędzy jednym z pilotów a pewną aktorką, ale są tego śladowe ilości. Jest to do tego stopnia powtarzalne i schematyczne, że gdyby pozamieniać niektóre sceny miejscami, to wątpię, czy widz odczułby jakąkolwiek różnicę.

Gra aktorska jest przeciętna, momentami poprawna. Zdecydowanie najgorzej wypadli aktorzy grający przedstawicieli brytyjskiego dowództwa. Również animacje, które mogliśmy „podziwiać” w trakcie wzbijania się naszych pilotów w niebo, nie zachwyciły. Za to efekty specjalne stały na przyzwoitym poziomie i trochę odwracały uwagę od pozostałych niedociągnięć (np. scena nalotu Luftwaffe na angielski szpital).

Uważam „Dywizjon 303. Historia prawdziwa” za film o zmarnowanym potencjale. Mogło wyjść z tego mocne kino dla tych trochę starszych, ukazujące brutalność wojny oraz siłę i zawziętość osadzonych w trudnych czasach pilotów, a wyszło czysta, lekka i przyjemna historyjka, która zapewne będzie wręcz oblegana przez wycieczki szkolne, a uczniowie będą pisać na ocenę jej recenzje.

Adam Barański