kot w pustej szkoleJak dotąd sądziłam, że tylko sowy atakują naszą szkołę. Sów Edward, jego łaciński kompan Amicus Dulcis, jamnikowatych kształtów Szynszylka i cały rój międzynarodowego towarzystwa ptasiego, które opanowało salę 23 i kolonizuje sukcesywnie inne sale – to da się jeszcze jakoś logicznie wyjaśnić😊 Ale jak wytłumaczyć poranne wizyty kociego gangu?

To zdarza się tylko przed siódmą rano, więc ci, których los jakimś dziwnym trafem obdarzył planem niewymuszającym porannego zrywania się na godzinę „0”, może nigdy nie mieli okazji zmierzyć się z oślepiającym blaskiem kocich źrenic w oparach mgły i mrokach poranka.

Zaczyna się zupełnie niewinnie. Stoisz przed drzwiami szkoły, czekasz na otwarcie podwoi wiedzy, a tu nagle… łasi się do ciebie milutki, miałkliwy, nieszczęśliwy kociak. Głaskasz go, przemawiasz czule, a on bombarduje cię swoją miłością i coraz natarczywiej żąda pieszczot. Jeśli ulegniesz, już po tobie. Zamienisz się w niewolnika-maszynę do notorycznego głaskania. Potem - sam nie wiedząc kiedy - przemycisz do wnętrza budynku kocią kontrabandę poszukującą kolejnych dawców czułości. Nie łudź się, nie będziesz miał wyłączności na kocią sympatię. Przy pierwszej okazji milusiński porzuci cię dla nowej ręki, która przyjemnie podrapie futrzany łebek. Iluż to zdradzonych i zawiedzionych w uczuciach pozostaje każdego dnia, gdy nasycone w pieszczotach koty, na „bardzo obrażonych” lub „bardzo zadowolonych” łapach majestatycznie opuszczają budynek! Wcześniej przybysze lubią pochodzić pustymi korytarzami, zajrzeć w każdy kąt, bo czują się nie tylko panami serc ludzkich, ale również suwerenami szkolnej przestrzeni.

Poniżej publikujemy zdjęcie jednego z kociej bandy. Ten dżentelmen wparował do szkoły dzisiejszego ranka. (nan)

1.jpg 2.jpg 3.jpg