Wrzesien2019

1 września – mocne postanowienie – będę pisać, może nie codziennie, ale zawsze coś ciekawego może mi się przytrafić. Babcia mówiła wiele razy – pisz, styl ci się poprawi, a przy tym dowiesz się wiele o świecie, ale też i o sobie…

Obudziłam się w samo południe, przerażona, że zaspałam i to pierwszy raz do nowej szkoły. Ale mi ulżyło, gdy mama powstrzymała mnie przed wyjściem z domu w piżamie – przecież to niedziela. Dobrze… jutro też pośpię dłużej, bo mam do szkoły dopiero na 15...nie, nie do szkoły, tylko do TDK – dlaczego tam? Chyba w szkole się nie zmieścimy przy podwójnym roczniku…

2 września – już wiem, czemu TDK – tradycja prawie od 30 lat! Było zdecydowanie uroczyście, wzniośle, ale i radośnie. A przy tym każdy (z pierwszej klasy) mógł znaleźć się na scenie (marzyłam - jako dziecko - o byciu aktorką, ale  trema by mnie zżarła!). Dobrze, że wszyscy pierwszacy wychodzili razem, całymi klasami. Bałam się, że po wyczytaniu nazwiska każdy będzie przedstawiany pojedynczo….Uffff…mam to już za sobą. Nie wiem, koło kogo stałam, komu ściskałam rękę (albo kto mi). Nawet nazwiska wychowawczyni nie zapamiętałam, tak się stremowałam. A co przysięgałam, to wie tylko prowadząca uroczystość… Padało dużo mądrych słów, zapamiętałam jedno – jesteśmy dłużnikami świata (o tym długu ekologicznym muszę gdzieś jeszcze poczytać!), a w Hetmanie mamy być dalEKOwzroczni! Ciekawe, jak?

3 września – dużo nas było na Mszy w klasztorze, a jeszcze więcej w szkole. Jak się tu odnajdę? Jakoś jednak trafiłam do właściwej klasy, a nawet usiadłam w jednej ławce z J…, którą znam od przedszkola. Nie będziemy mogły się nagadać… Klasa wydaje się sympatyczna, choć zdaje się, że wszystkich rozsadza energia. Nowe miejsce, nowi ludzie, nowe pomysły. Babcia mówiła: Nie bój się, idź do przodu, korzystaj z możliwości i spełniaj swoje marzenia! Coś w tym jest!

Chyba zacznę lubić historię (w podstawówce były nudy na pudy – nie wiem, skąd takie określenie, powtarzam to, co słyszałam), bo lekcja w zamku nie była szeregiem pustych dat, a wzrok Hetmana czułam wybitnie na sobie…genialny człowiek jak na swoje czasy. Czy każdy taki może być?

4 – 6 września – czas szybko płynie, zbyt szybko (a w szkole tak często mi się dłużyło czekanie na dzwonek)… bo tak fajnie było na obozie. Nawet nie myślałam, że Roztocze może mi się spodobać (miałam 5 z geografii, to przynajmniej wiedziałam, gdzie jadę). Pierwszy raz widziałam tłoczenie oleju, nie spamiętałam wszystkich zwiedzanych obiektów, ale utkwiła mi kaplica na wodzie (czy może Kaplica na Wodzie?)… Najważniejsze, że się zintegrowaliśmy – wiem, KTO jest KTO (KIM?). Nawet nie podejrzewałam, że tyle w nas talentów – śpiewają, grają, tańczą, nawet i ja. Nasza bitwa farbami i przedstawienie grupy (choć nie do końca tak, jak chciała wychowawczyni) wypadło całkiem nieźle. W domkach może trochę i chłodno, ale rozmowy gorące…i jedzonko pyszne.

9 września – pierwszy dzień z lekcjami według planu. Ogarnęłam, gdzie i co mam. Zapowiadają nawet, że będzie można kupić kalendarz, by wiedzieć, co czeka mnie każdego dnia poza lekcjami. Może sprezentuję go Babci, by wiedziała, jak żyje moja Szkoła! Na wychowawczej czytaliśmy „Dym” – smutna historia, płakać mi się chciało.

13 września – piątek 13 i do tego kot mnie minął w drzwiach do szkoły, ale nie czarny :) – tylko jedna kartkówka z… Zachęcali mnie starsi koledzy, by pójść na mecz tenisa. Ponoć zawodniczki KTS Siarka Tarnobrzeg są mistrzyniami Europy. Jakoś tego jeszcze nie poczułam. A po całym tygodniu muszę się ogarnąć, a w zasadzie ogarnąć przekazywaną wiedzę – nikt dotychczas mnie nie nauczył, jak robić notatki, jak się w ogóle samemu uczyć. Zapytam Babci, jak ona to robiła. Przecież za jej czasów nie było telefonu, komputera, Internetu…jak można było to przeżyć?

16 września – kupiłam kilka podręczników w szkolnej altance. Choć jeszcze nie do końca wiem, czy zostać na biol-chemie, czy przenieść się na mat-fiz. Zdecydowanie chętnie idę na WDŻ, religię i EDB…

19 września – rano sprzątanie świata, tzn. tego małego tarnobrzeskiego zakątka nad Wisłą. Potem parę lekcji i program profilaktyczny. Nie wiedziałam (wiem, że nic nie wiem – kto to powiedział, może dowiem się na łacinie?), że mam w sobie „tygrysa” i mogę go oswoić. Jak i gdzie znaleźć swój „skarb”? Czy płynę w dobrym kierunku? Szybko czas zleciał... nie żałuję, ale lekcje  też bywają ciekawe.

Tata późno wrócił z wywiadówki. Poszedł po raz pierwszy i stwierdził, że choć było długo (jakieś dodatkowe zebranie), to może chodzić – wychowawczyni jest ok. Ale mama powiedziała, iż następnym razem sama sprawdzi, co się w tej szkole dzieje. Na razie sprawdziła e-dziennik. Nie jest źle z ocenami!

20 września – jestem ekologiczna, kupiłam kubek. A po kawę chodziłam 3 razy…smaki nieziemskie! Sejmik serwował, nawet fajne chłopaki…

Nauczyciele podają terminy kółek – chciałabym chodzić na wszystkie, nawet do dyrektora (raczej Dyrektora), którego się trochę boję, ale cenię za dowcip i wiedzę…legendy krążą, że….przysnęło mi się i nie wiem, co teraz z tych hetmańskich legend „między bajki włożyć”.

23 września – wieczór autorski ominęłam szerokim łukiem (kto to widział w sobotę do szkoły chodzić?), ale już dziś żałowałam, gdy opowiadali na holu, jak superancko było. Widziałam 2 numery Biblioteczki Hetmana (pozostałe wiszą w gablotce)…może i ja bym coś napisała lub narysowała? Bo niczego nie skomponuję, słoń mi na ucho nadepnął – mama przekonała się o tym po roku odprowadzania mnie do szkoły muzycznej. Ale słuchać lubię…mogliby na długiej przerwie puszczać jakąś muzyczkę…

24 września – historia chodzi za mną bardzo nietypowo. Najpierw ten Patron, teraz rocznica wybuchu II wojny światowej. Dziadek mówił, że nie poszedł wtedy do szkoły – a ja dowiedziałam się dzisiaj, jak wyglądał wrzesień 1939 r w Tarnobrzegu. Gościu, który o tym opowiadał, był niesamowity…nie wiem, jaki był wynik gier planszowych, prezentowanych na sali. Pewnie przegraliśmy, bo tak we wrześniu było... Zapamiętałam jednak, że trzeba o tych wydarzeniach pamiętać, okazywać szacunek innym i jednocześnie dbać o pokój. Muszę popytać więcej dziadków, jak to się kiedyś żyło.

25 września – na francuski nie chodzę, ale „bon jour”, „merci” potrafię powiedzieć. A nawet zaśpiewać z innymi „Comment ca va”. Podsłuchałam na holu, jak wspominali majową wycieczkę do Paryża. A my gdzie pojedziemy?

26 września – czwartek – nie uwierzyłabym, gdyby ktoś mi wcześniej powiedział, że będę dobrze się bawić na szkolnym koncercie. W niczym to nie przypominało moich szkolnych przedstawień! Naprawdę byłam pod wrażeniem – dekoracji, głosów, aranżacji… Wakacyjna podróż z dworca do Kansas City, Malibu, New Yorku, Warszawy czy do Hawany… ależ głosy mają niektórzy! Mury prawie chciały runąć przy Awignonie". Zobaczyłam swoje koleżanki i kolegów w innej odsłonie. Nikt mi w domu nie chce wierzyć, że można miło spędzić czas, śpiewając razem z nauczycielami, dyrekcją…zabiorę następnym razem rodziców, bo dla Babci może być za głośno, ale jej by się pewnie ten koncert podobał. Nawet tę słabszą ocenę z…, którą dostalam rano, jakoś przeżyłam (w SP nie zeszlam poniżej czwórki)... poprawię…

28 września – czasu mi brakuje na pisanie, kiedy muszę odrobić wszystkie zadania. Dobrze, że dziś sobota. Wczoraj zostałam po lekcjach, by obejrzeć „Morderstwo w Orient Ekspresie” – tyle razy czytałam ulubiony kryminał, myślałam, że tylko obejrzę, a tu niespodzianka – angielski w filmie i na żywo. Nawet nie wiem, kiedy się wciągnęłam, szukając odpowiedzi na „who”, „when”, where”, „why”… Gdyby Babcia znała angielski, to zabrałabym ją następnym razem. Może będzie jakiś kurs językowy dla starszych? A może sama ją trochę pouczę? Ona mnie przecież uczyła czytać.

30 września – już niczego nie zmieniam, przynajmniej na ten semestr. Zostaję w mojej klasie. Tym bardziej, że dziś, w Dzień Chłopaka, było tak wesoło…