Styczeń20101 stycznia 2020 – Nowy Rok rozpoczął się super! Udana impreza, ludzie na poziomie, zabawni, przebrani. Poszaleliśmy na parkiecie, pogadaliśmy o różnych rzeczach, nie obyło się bez komentarzy nt. szkoły… co się komu podoba. Mam jakieś postanowienia na przyszłość, ale czy coś z tego wyjdzie, sama mam wątpliwości.

3 stycznia – te dwa dni w szkole bardzo szybko minęły. Dobrze, że można było jeszcze poprawić oceny. Obejrzałam swoje prace z egzaminu – taką totalną głupotę strzeliłam, że sama się dziwię. Babcia by powiedziała: „i po co było się śpieszyć. Mogłaś sprawdzić!” Wieczorem wróciłam do szkoły na koncert. Gdyby nie koleżanka z podstawówki, która występowała, to pewnie bym nie poszła (ileż można słuchać tych samych kolęd!). I żałowałabym ogromnie, bo koncert był przewspaniały! Wykwintna muzyczna kolacja, jak to ktoś powiedział… i to nie tylko kolędy. Chodzą za mną słowa:

„Wybudujemy wieżę… wierzę, wierzę, wierzę
Choć różne słowa, różny kolor skór
Na horyzoncie nieba w pozaziemskiej sferze
Nad pasmem gór, Gdzieś pośród chmur.
On nas usłyszy, gdy powiemy słowo... WIERZĘ.”

9 stycznia – praktycznie już po I semestrze nauki, średnią mam 5…, ale okazuje się, że wiele osób w mojej klasie ma wysokie noty. Widać, że ludziom zależy… Mama będzie zadowolona po dzisiejszej wywiadówce. A co poza tym w szkole? Dobre wieści – w ogólnopolskim rankingu mamy złotą tarczę. Chyba nie ma się co dziwić, co rusz na stronie pojawiają się informacje o kwalifikacjach do kolejnych etapów olimpiad. A i matury dobrze wypadły… o swojej jeszcze nie myślę (mój rocznik to eksperyment, więc pewnie i egzaminy takie będą). Ruszyło też dużo projektów pozanaukowych. EkoRajd odbył się w listopadzie, w grudniu było „Twarzą w twarz” (nie miałam problemu, by spełnić swe zadanie i porozmawiać z kimś starszym). Inne akcje też zapowiadają się ciekawie; będzie „Hejtnahejt”, „Phone OFF”… i ja w coś się włączę.

12 stycznia – stałam z puszką, zbierając na WOŚP. Ludzie mają jednak otwarte serca. Chcemy przebić poprzednie zbiórki. Jutro, po zliczeniu wszystkich akcji, okaże się, czy nam się udało. Jutro też wyjeżdżamy na Białą Szkołę do Małego Cichego czy Głośnego... w każdym razie na Podhale, gdzie jest śnieg i zima.

15 stycznia – nie mam czasu pisać, nie mam czasu dzwonić. Mama się złości, że mało się odzywam. Cały dzień na stoku. Pogoda dopisuje, słoneczko cieszy od rana. Zima w górskim klimacie ma swoisty urok. Popołudniami zawsze coś się dzieje, to film, to wczoraj chata góralska w Murzasichlu, a dziś kulig… coraz lepiej też poznaję swoje koleżanki i kolegów. A przede wszystkim nie boję się jeździć.

21 stycznia – w końcu mam czas pospać, poczytać, spotkać się ze znajomymi. Szkoda tylko, że rodzinka ma inny termin ferii i nigdy nie możemy razem wyjechać. Zostają tylko weekendy. Czekam już na powrót do szkoły.

27 stycznia – początek semestru a ja chora. Nie pomogły domowe metody i babcine syropki. Będę musiała nadrabiać, jeśli ostro wystartujemy z lekcjami.

30 stycznia – wróciłam i trafiłam na fajne wyjście do biblioteki. Przekonałam się, że czasem warto mieć nałogi, a chodzi mi o nałóg czytania. To nie tylko zabija czas, ale przede wszystkim daje poznać inne życie, by wiedzieć, w jakim kierunku się zwrócić, jaką przyszłość sobie zaplanować. Na razie muszę nadrabiać te 3 dni nieobecności.

31 stycznia – gdyby nie strona internetowa, to nie wiedziałabym, jak wiele osób odnosi olimpijskie sukcesy – z biologii, chemii, anglika, polaka, z historii jakieś rekordy osób, matematycy liczą i liczą… Popołudniu znów coś fajnego, w ramach „35 mm literatury” film „Marsjanin”. Nie lubię fantastyki, ale mogę powiedzieć, że było fantastycznie. Everywhere I go, I’m the first...